USB-C wkrótce stanie się dużo bezpieczniejsze

USB-C to złącze przyszłości. Już dzisiaj znajdziemy je w większości nowych smartfonów, a nawet w laptopach. Jednak nie zawsze są one ze sobą kompatybilne, a przez to bezpieczne. Wkrótce ten problem ma zostać rozwiązany.

Idea stojąca za USB-C jest prosta: jeden kabel, aby rządzić nimi wszystkimi. W teorii USB-C ma pozwalać na przesyłanie danych, obrazu, dźwięku, a także energii, a tym samym zastąpić wiele innych rozwiązań, jak chociażby HDMI. A jak jest w praktyce?

Port zaczął pojawiać się niemal we wszystkich nowych smartfonach i stał się już standardem na rynku mobilnym. W sprzedaży jest też coraz więcej akcesoriów z tego typu złączem. Jednak nie wszystkie one są ze sobą kompatybilne, bo o ile wtyczka jest odpowiednia, to interfejs może być już różny. Dochodzi do tak absurdalnych sytuacji, gdy USB-C działa tak naprawdę jako USB 2.0.

Ma to też znaczenie pod względem bezpieczeństwa. Weźmy na przykład sytuację, w której znajdujemy się na lotnisku i chcemy podładować telefon w jednym z dostępnych publicznie portów. Czy to bezpieczne? Trudno jednoznacznie określić. Albo dziwnego pochodzenia kable USB-C, które potrafiły usmażyć telefon po podpięciu go do laptopa (tak, takie sytuacje się zdarzały). Ale z tym już koniec.

USB-IF (USB Implementers Forum), czyli wyrocznia w sprawie standardu USB, zamierza certyfikować kable i wszelkie akcesoria. Celem jest sytuacja, w której telefon lub komputer dokładnie wie, z jakim urządzeniem się łączy i co w tej sytuacji zrobić. Gdybyśmy próbowali podłączyć niecertyfikowany sprzęt, to dochodziłoby do natychmiastowego zerwania połączenia lub przynajmniej ograniczenia energii do bezpiecznego poziomu, aby uchronić się przed ewentualną awarią. Dzięki temu nasz sprzęt byłby bezpieczny, nawet podłączając go do budki na lotnisku lub chińskiego powerbanka.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o