W Unii to mają poczucie humoru. Teraz chcą podzielić Google na mniejsze firmy

Jeszcze tylko tego brakowało, aby Unia Europejska w taki sposób wpływała na wielkie firmy, na dodatek amerykańskie. Financial Times dotarł do niejawnych dokumentów, które zostały przygotowane przez dwie największe frakcje w Parlamencie Europejskim. Wynika z nich, że politycy chcą podzielić Google na mniejsze firmy, ponieważ obawiają się monopolistycznych zapędów giganta.

Oczywiście chodzi o podzielenie tych biznesów, które odbywają się na terenie Europy. Chociaż pewnie urzędnicy tego by chcieli, to jednak nie mogą mieć wpływu na to, co dzieje się poza granicami Starego Kontynentu. Europejska Parta Ludowa (należą do niej PSL i PO) oraz Socjaliści (SLD) chcą, aby podzielić Google na kilka mniejszych firm, np. wyszukiwarka miałaby być zupełnie osobną spółką.

Skąd w ogóle wziął się taki pomysł urzędników? Obawiają się wpływu internetowego giganta na inne aspekty rynku i tego, że Google będzie wykorzystywał swój monopol. Nie tak dawno głośna była sprawa wydawców, którym nie podobało się, że Google w wynikach wyszukiwania faworyzuje swoje własne produkty i usługi, nie pozwalając innym na przebicie się do świadomości użytkowników. W opozycji do Google stoi w tym momencie wiele firm z branży telekomunikacyjnej, medialnej, czy też internetowej.

Muszę przyznać szczerze, iż doniesienia Financial Times mocno mnie zaskoczyły

Z jednej strony rozumiem obawy Parlamentu Europejskiego, bo Google rzeczywiście ma w wielu aspektach pozycję niemal monopolistyczną. Najprostszy przykład do wyszukiwarka internetowa, chociaż wpływy giganta stopniowo maleją i coraz częściej korzystamy z innych usług. Jednak nie wyobrażam sobie, jak politycy mogą chcieć w taki sposób wpływać na jakąś firmę, nieważne, jak dużą.

Google odniósł sukces. Udało się to dzięki ogromnemu wysiłkowi i świetnym pomysłom. Teraz chce się to firmie odebrać, bo konkurenci płaczą po kontach, ponieważ nie są w stanie rywalizować z gigantem – tak mniej więcej to odbieram. Dla mnie to całkowicie chora sytuacja. Tak samo, jak nie zgadzałem się z karą dla Microsoftu za to, że faworyzował Internet Explorera w systemach Windows. To ich system i mają prawo robić z nim co tylko chcą. Przecież Microsoft nie blokował możliwości zainstalowania innej przeglądarki.

Owszem, może podejście Google nie jest do końca uczciwe, jeśli rzeczywiście faworyzuje swoje własne produkty. Ale to tak, jakby zabronić producentowi bardzo popularnego proszku do prania reklamowania na opakowaniu np. płynu do mycia naczyń. Przecież wykorzystuje swoją mocną pozycję i faworyzuje swoje produkty. Idąc logiką urzędników – niech producent proszku pozwoli każdemu reklamować się na swoich opakowaniach…

Poza tym cała sprawa nieco mnie bawi. Jeśli politycy Parlamentu Europejskiego wierzą w to, że rozbicie interesów Google w Europie cokolwiek zmieni, to są strasznie naiwni.

Zdjęcie: Carlos Luna / Foter / CC BY