W 2014 roku nie sprzedano nawet miliona zegarków z Android Wear

Firma analityczna Canalys zaserwowała nam bardzo ciekawe dane na temat sprzedaży inteligentnych zegarków i opasek, które łączą się bezprzewodowo ze smartfonami. Wynika z nich, że 2014 rok wcale nie był taki dobry, jak mogłoby się wydawać. Powiem więcej – w mojej opinii wearables sprzedają się na razie strasznie słabo. Czyżby wszyscy czekali na premierę Apple Watch? Całkiem możliwe, bo już teraz wielu przewiduje wielomilionową sprzedaż. Mam jednak zastrzeżenia.

W całym 2014 roku na świecie sprzedało się ok 4,6 mln inteligentnych zegarków i opasek. Mało? Dużo? Moim zdaniem bardzo mało, ale też nie ma się czemu dziwić. To dopiero raczkujący rynek i jest na nim wciąż niewiele urządzeń. Po drugie, dostępne sprzęty są co najmniej wątpliwej jakości i nie chodzi mi o samo wykonanie, a chociażby czas działania na jednym ładowaniu baterii. No bo jak można korzystać z zegarka, który musimy ładować tak samo często, jak smartfona, czyli średnio codziennie? Trochę mija się to z celem i jestem przekonany, że część potencjalnych użytkowników może czekać na lepsze urządzenia.

samsung-galaxy-gear

Z owych 4,6 mln urządzeń zaledwie 720 tys. to sprzęty działające na systemie operacyjnym Android Wear, co daje niecałe 15,7 proc. To wynik bardzo słaby, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż w ostatnich miesiącach zadebiutowało kilka ciekawych zegarków, np. Moto 360, czy też LG G Watch R. Zresztą to właśnie te dwa urządzenia podobno sprzedawały się najlepiej, ale dokładnych danych nie znamy.

Liderem całego rynku inteligentnych zegarków i opasek niezmiennie pozostaje Samsung, który swoje portfolio w ciągu ostatnich 14 miesięcy poszerzył o kolejnych 6 urządzeń. Wciąż całkiem nieźle sobie radzi firma Pebble, która od 2013 roku sprzedawał w sumie milion zegarków. Ważnym graczem – tak samo jak na rynku smartfonów – stało się także Xiaomi, które w 2014 roku sprzedało ponad milion swoich opasek Mi Band (103 tys. pierwszego dnia). Należy jednak zwrócić uwagę na kompletnie inną strategię chińskiej firmy. Mi Band to urządzenie bardzo tanie, pozbawione ekranu i przy tym działające nawet 30 dni na jednym ładowaniu. To tak naprawdę opaska zbierająca dane, a nie zegarek.

Jednocześnie Canalys przewiduje, że najważniejszym wydarzeniem 2015 roku będzie premiera Apple Watch, która znacząco rozpędzi całym rynek wearables. Specjaliści przewidują, że do końca roku firma z Cupertino może sprzedać nawet 26 mln zegarków, czyli ponad 5 razy więcej niż wszyscy producenci sprzedali w całym 2014 roku. I jestem w stanie w to uwierzyć, ale…

apple-watch

No właśnie. Ludzie kupią Watcha nie dlatego, że nie innowacyjny, rewolucyjny i lepszy niż konkurencja. Nie oszukujmy się – nie jest. Pierwsze doniesienia już wskazywały na to, że również będzie wytrzymywał zaledwie 1 dzień na naładowanym akumulatorze. Ludzie kupią Watcha bo to produkt z nadgryzionym jabłkiem. Rzucą się do sklepów, aby sprawdzić nowy zegarek. Sprzedadzą się miliony sztuk, aż w końcu ktoś zda sobie sprawę z tego, że to bez sensu. Jestem przekonany, że tak samo, jak w przypadku większości zegarków i opasek, posiadacz Watcha ponosi go miesiąc albo dwa, a później odłoży na półkę. A i tak najlepsze w tym wszystkim jest to, że potem kupi kolejny model, gdy tylko wejdzie do sprzedaży.

Moim zdaniem 2015 rok jeszcze nie będzie rokiem wearables. Może i sprzeda się o kilkaset procent więcej zegarków i opasek. Może i rynek urośnie wręcz niebotycznie. Ale ile osób tak naprawdę, na co dzień będzie korzystać z tych urządzeń? Ilu z nich nie wrzuci zegarka do szuflady, bo będą mieć dosyć ciągłego ładowania? Wreszcie… ile to jest te 30-40 mln w porównaniu do ponad miliarda smartfonów? Za każdym razem, kiedy czytam o wearables przychodzą mi na myśl słowa Piotra Grabca ze Spider’s Web, który kiedyś powiedział w trakcie naszej rozmowy: „będzie więcej wearbles, niż osób które będą chciały to nosić”. I ja podpisuję się pod tym obiema rękami.