Google robi to dobrze, ale czemu tak późno?

Nie miałem okazji na żywo śledzić wczorajszego rozpoczęcia konferencji Google I/O, ale dzisiaj już nadrobiłem wszystkie zaległości i rzuciła mi się w oczy pewna rzecz. Zaprezentowane przez internetowego giganta nowości z całą pewnością są ciekawe i użytkownicy spojrzą na nie przychylnym okiem. Szkoda tylko, że Google powinien zaprezentować większość z nich już dawno temu.

Wystarczy przejrzeć listę najważniejszych nowości, aby zobaczyć, że większość z nich nie jest ani innowacyjna, ani rewolucyjna. To wszystko już było – w lepszym lub gorszym wydaniu, ale jednak było.

Kontrola nad uprawnieniami aplikacji

To jedna z nowości, którą zobaczymy w Androidzie M. Rzecz polega na tym, że tego typu funkcja jest już od dawna dostępna w Apple iOS. Co więcej, kontrolę nad uprawnieniami mieliśmy już nawet w Androidzie, ale podobno pojawiła się tam przez przypadek i w kolejnej aktualizacji już jej nie było. A szkoda, bo to coś, na co na pewno liczą użytkownicy Androida. Przy funkcji trzeba zachować pewną ostrożność i umiar, bo zablokowanie dostępu do aparatu w aplikacji Instagram mija się kompletnie z celem, ale pewnie część uprawnień w wielu aplikacjach można zablokować bez większego uszczerbku na ich działaniu.

Natywne wsparcie dla czytnika linii papilarnych

No i to jest fajne. Poprzez odczyt palca będziemy mogli nie tylko odblokowywać urządzenie, jak ma to miejsce na przykład w Samsungu Galaxy S6, ale także między innymi zatwierdzać zakupy w Sklepie Google Play. Z własnej praktyki wiem, że czytniki linii papilarnych działają coraz lepiej i są szalenie wygodne (o ile są dobrze przemyślane). Tylko znowu problem polega na tym, że użytkownicy sprzętów Apple mają to już od dosyć dawna, a niektórzy producenci smartfonów z Androidem już wprowadzają tego typu elementy do swoich urządzeń, np. Samsung, HTC, czy też Huawei. Google znowu jest w tyle.

Ładowanie i oszczędzanie energii

Pierwsze nowości związane z akumulatorami w urządzeniach mobilnych mogliśmy zobaczyć już w Androidzie Lollipop. Zielony robot od wersji 5.0 wzbogacił się o tryb oszczędzania energii, który wyłącza większość funkcji w przypadku niskiego stanu baterii. Android M (najprawdopodobniej Milkshake) wprowadza kolejne nowości. Są to między innymi – wsparcie dla portu USB typu C, co ma się przełożyć na nawet 3 razy szybsze ładowanie oraz funkcja o nazwie Doze. Ma ona – przy pomocy czujników urządzenia – wykrywać kiedy smartfon lub tablet nie jest używany i wyłączać większość elementów systemu. Ciągle będzie otrzymywać powiadomienia, ale reszta funkcji będzie w trybie uśpienia.

Poza tym Android M ma mniej ważne aplikacje odizolować i niejako usypiać. Tylko nzowu tryby oszczędzania energii są od dawien dawna dostępne w nakładkach wielu producentów. Często narzekamy na modyfikacje Androida, ale prawda jest taka, że gdyby nie one, to sam system byłby pozbawiony wielu funkcji. Często jest tak, że jakiś element systemu najpierw pojawia się w HTC Sense lub Samsung TouchWiz, aby po kilku miesiącach lub nawet latach został zaprezentowany właśnie na Google I/O.

Takich elementów dałoby się znaleźć naprawdę sporo. Wszystkie one są mile widziane i przydatne dla użytkowników – to nie ulega żadnej wątpliwości. Ale Google cały czas jest lekko w tyle nie tylko za konkurentami, ale także za producentami smartfonów z zielonym robotem, a tegoroczne Google I/O tylko nas w tym utwierdza.