Google pędzi niczym szalony, ale dzisiaj się nie przygotował

No i konferencja Google I/O dobiegła końca. Jedno jest pewne – Google jest wielki i chce być jeszcze większy, przede wszystkim za sprawą wszędobylskiego Androida. Ale odnoszę wrażenie, że dzisiaj Google się nie przygotował. Pokazano sporo nowości, ale wszystko jakby stworzone pod presją czasu, na szybcika, żeby coś tylko zaprezentować.

Nowości było naprawdę sporo. Najważniejszą chyba jest Android L, czyli najprawdopodobniej Android 5.0 Lollipop (HTC potwierdziło tę nazwę na swoim Twitterze). Niestety, Google nie zdradził zbyt wiele na temat systemu. Wiemy, jak będzie wyglądać – po prostu pięknie. Praktycznie cały interfejs zostanie odmieniony, odświeżony i stanie się piękniejszy. Szczególnie duże wrażenie zrobiły na mnie liczne animacje. Poza tym, co bardzo ważne, UI ma być spójny na wszystkich sprzętach, niezależnie od rozmiaru ekranu. W skrócie – Android będzie responsywny.

 

Tylko kilka screenów, prezentacja paru nowości i zmiany w interfejsie do wszystko, co zostało nam pokazane. To pokazuje, że Google jeszcze nie ma finalnego produktu, a prace cały czas trwają i pewnie szybko się nie zakończą. Android L ma zostać udostępniony użytkownikom dopiero we wrześniu, więc poczekamy na niego co najmniej 2,5 miesiąca. To dość długo, a ja do cierpliwych nie należę.

Świetnie zaprezentował się także Android Wear, ale nie pokazano nic nowego.

To te same i znane z poprzedniej konferencji rozwiązania, więc w sumie nie ma za bardzo o czym pisać, chyba że powtórzyłbym to, co większość z Was już wie. Ważną informacją jest to, że jeszcze dzisiaj do Sklepu Play trafią LG G Watch oraz Samsung Live – dwa smart zegarki z zielonym robotem. Niestety, jak zawsze, nie w Polsce. Ceny jeszcze nie są znane, ale mają oscylować w granicach 240-260 dol., czyli poniżej 1000 zł.google-android-l

Jeśli zaś chodzi o Androida Auto i Android TV, to tak naprawdę dopiero melodia przyszłości.

Te mają się pokazać w odbiornikach i pojazdach dopiero za kilka miesięcy. Muszę jednak przyznać, że wersja na telewizory zrobiła na mnie większe wrażenie. Przede wszystkim wydawała się spójna z tym, co zobaczyliśmy w wersji na tabletach i smartfonach. Z kolei Android Auto prezentował się nieco jak zielony robot… sprzed kilku lat, czyli po prostu archaicznie. Funkcji to on też zbyt wiele nie miał, przynajmniej ich nie pokazano. Na razie to tylko mapy, muzyka oraz oczywiście rozmowy i wiadomości tekstowe, a to wszystko dzięki poleceniom głosowym. Robi wrażenie, ale to trochę za mało.

Bardzo spodobało mi się za to połączenie Chrome OS z Androidem, a przede wszystkim możliwość uruchamiania aplikacji z tego drugiego, na tym pierwszym. Na razie Sundari Pichai mówił o zaledwie wybranych appkach, ale zaprezentowano już w działaniu Evernote, Vine (z dostępem do kamery) oraz Flipboard. Nie sposób też zapomnieć o synchronizacji między smartfonem i Chromebookiem, czyli coś, co na niedawnym WWDC pokazało Apple przy okazji iOS 8 oraz OS X 10.10 Yosemite. Oznacza to, że na komputerze będziemy mogli przeczytać powiadomienia i wiadomości z telefonu, a nawet Chromebook poinformuje o słabej baterii w telefonie i konieczności podłączenia go do ładowania.

Oczywiście nie zabrakło także Google Fit, ale prezentacja była tak krótka i lakoniczna, że ciężko cokolwiek napisać. To kolejny przejaw tego, że Google koniecznie chciał coś pokazać, chociaż nie do końca był na to gotowy.

Generalnie rozpoczęcie Google I/O 2014 było przyzwoite, ale tylko tyle. Pokazano mało, a momentami było po prostu cholernie nudno. Jednak jeśli ktoś oglądał prezentację, to wie, że Google jest wielki i chce być jeszcze większy. Już za kilka lat amerykańska firma będzie obecna w każdym momencie naszego życia – w zegarkach, ciuchach, samochodach, lodówkach, telewizorach i przede wszystkim smartfonach. A do tego będziemy mieli termostaty Nest, Internet od Google i strony internetowe w domenach kupionych od internetowego giganta. Przerażające.