Godfire: Rise of Prometheus (Android) – recenzja

Vivid Games to bydgoski deweloper gier mobilnych, który światową sławę zdobył przede wszystkim dzięki Real Boxing. Kolejny wielkim tytułem polskiej firmy jest Godfire: Rise of Prometheus. Gra kilka miesięcy temu zadebiutowała w wersji na urządzenia od Apple, a kilka dni temu pojawiła się także na Androidzie – co ciekawe – w modelu Free2Play. Wokół Prometeusza narosło sporo oczekiwań, głównie za sprawą samego dewelopera, który skutecznie je podjudzał. Czas sprawdzić, czy Vivid Games dowiozło taki wynik, jakiego się spodziewaliśmy.

Fabuła jest prosta, ale zarazem ciekawa. Już po samej nazwie gry można się domyślić, o co tak naprawdę chodzi. Oto bowiem wcielamy się w legendarnego Prometeusza, który wykradł z Olimpu kilka iskier boskiego ognia. Te niestety spadają na ziemię i teraz tytułowy bohater musi je odzyskać.

Walka, walka i jeszcze raz walka

Godfire: Rise of Prometheus to po prostu gra akcji. Nasz bohater jest wyposażony w dwa miecze (nie są one nagie), którymi sieka biednych przeciwników. A tych pojawia się całkiem sporo i pokonanie ich wcale nie jest takie proste. Generalnie możemy napotkać na trzech podstawowych wrogów – szybkiego z dwoma mieczami, silnego z bronią dwuręczną i miniona z mieczem oraz tarczą. Przeciwnicy potrafią atakować jednocześnie, zachodzić nas od boku, czy też atakować od tyłu, więc przez cały czas trzeba być czujnym.

godfire-rise-of-prometheus-recenzja (3)

Ruchy Prometeusza zostały ograniczone do zaledwie kilku elementów. Jeśli chodzi o atak, to mamy do wyboru dwa podstawowe – silny i szybki. Łączenie ich w śmiercionośne kombinacje jest kluczem do sukcesu. Jeśli idzie nam dobrze, to po uzbieraniu wściekłości (wrath) będziemy mogli wykonać cios specjalny, który powali większą liczbę przeciwników. Poza tym Prometeusz może jeszcze blokować ciosy oraz ich unikać. I to jest właśnie ciekawa sprawa, ponieważ w trakcie walki nie możemy swobodnie biegać po planszy. Przemieszczać się można tylko robią uniki, czyli po prostu turlając się po planszy. Może się to wydawać sporym uproszczeniem, ale w praktyce spisuje się całkiem nieźle. Co jakiś czas pojawia się także czerwony przycisk z czaszką, dzięki któremu możemy wykonać specjalnego finishera, czyli efektowanie zabić miniona.

godfire-rise-of-prometheus-recenzja (19)

Oczywiście co jakiś czas spotykamy na naszej drodze bossa. To właśnie oni są największym wyzwaniem w tej grze. Nie zdziwcie się, jeśli będziecie przegrywać. Pojedynki z bossami naprawdę nie są łatwe i czasami trzeba kilka razy podejść do pojedynku, zanim zakończy się dla nas szczęśliwie. Mała podpowiedź – przyglądajcie się sposobowi walki każdego przeciwnika. Każdy porusza się u uderza w charakterystyczny sposób i na każdego można znaleźć skuteczną taktykę.

Action RPG?

Tak chyba należałoby określić Godfire. Pokonywanie kolejnych przeciwników pozwala nam na ulepszanie oręża, a z czasem możemy zdobyć nowe, jeszcze lepsze i bardziej efektowne bronie, czy też zbroje. Jednak nie ma szansa na to, aby najlepszy oręż zdobyć w trakcie jednej gry. Jest to po prostu niemożliwe. No i zapomniałbym jeszcze o tzw. perkach, czyli ulepszeniach, które możemy zbierać. Początkowo możemy mieć tylko jednego perka, a z czasem zyskujemy dostęp także do drugiego. To od nas zależy, co akurat wybierzemy.

godfire-rise-of-prometheus-recenzja (11)

Grafika… niezła

Miałem okazję pograć we wczesną wersję gry na iOS i muszę przyznać, że prezentowała się świetnie. W ogóle edycja na urządzenia od Apple wygląda po prostu lepiej. Na Androidzie tekstury są nieco rozmyte, przez co obraz nie jest tak ostry i wyraźny, jak moglibyśmy się spodziewać. Łatwo domyślić się, z czego to wynika. Urządzeń od Apple jest zaledwie kilka, więc przygotowanie konkretnej, dobrze zoptymalizowanej wersji nie jest takim problemem. Na Androidzie gra musi działać na wielu różnych urządzeniach, więc najprawdopodobniej twórcy zdecydowali się lekko pogorszyć grafikę, aby większa ilość graczy mogła się cieszyć przygodami Prometeusza.

godfire-rise-of-prometheus-recenzja (25)

Werdykt?

Gra jest ciekawa i przynosi sporo radości. Jednak czegoś zabrakło. Po pierwsze, walki z minionami po chwili już tak nie cieszą i zaczynamy tylko odliczać czas do kolejnego pojedynku z bossem, bo dopiero wtedy robi się ciekawie. Po drugie, grafika jednak nieco kłuje w oczy. Powoli zbliża się moment, w którym smartfony będą musiały stać się komputerami, gdzie każdy może dopasować poziom grafiki do możliwości swojego sprzętu. Deweloperzy nie mogą cały czas robić gorszych gier, żeby więcej osób mogło pograć, bo posiadacze topowych urządzeń będą się czuć rozczarowani.

godfire-rise-of-prometheus-recenzja (4)

Po trzecie, gra jest trochę za krótka. Można ją bez problemu przejść w jedno popołudnie. Tak naprawdę, to Godfire da się ukończyć w jakieś 3-4 godziny. Owszem, gra jest darmowa (a raczej w modelu Free2Play), ale to i tak lekkie rozczarowanie.

Nie mogę też przemilczeć faktu samej premiery, która okazała się lekką wtopą Vivid Games. Godfire: Rise of Prometehus pojawiło się w Sklepie Google Play, ale początkowo tylko niewielka grupa użytkowników mogła zainstalować grę. Z czasem deweloper dodał kolejne modele telefonów do listy obsługiwanych, ale do dzisiaj nie da się Prometeusza zainstalować chociażby na Motoroli Moto X 2giej generacji. Na szczęście tytuł działa na Nexusie 4…

Grę Godfire: Rise of Prometheus możecie pobrać za darmo ze Sklepu Google Play.