Need for Speed No Limits zadebiutowało oficjalnie. Warto było czekać?

Electronic Arts szumnie zapowiadało swoją najnowszą mobilną produkcję. Piękne reklamowe grafiki oraz dynamiczne filmiki budowały napięcie wśród maniaków tego typu gier. Datę oficjalnej premiery wyznaczono na ostatni dzień września 2015 roku. Pytanie tylko czy warto było czekać aż tak długo? Zapraszam was do zapoznania się z moimi spostrzeżeniami.

Tytuł gry sugeruje, że w trakcie rozgrywki będziemy mieć do czynienia z niczym nieograniczoną zabawą i emocjami sięgającymi zenitu. Jest troszkę inaczej, bo w Need for Speed No Limits uświadczymy pewne ograniczenia, a sama rozgrywka w moim mniemaniu z emocjami ma niewiele wspólnego. Co mam na myśli pisząc o ograniczeniach? EA wpadło na genialny pomysł wykorzystania możliwości implementacji mikropłatności i dodało na tyle realizmu, że z baku naszych pięknych furmanek znika benzyna. Nie do pomyślenia, prawda? Miejcie na uwadze, że każdy kolejny wyścig pochłania odpowiednią liczbę jednostek paliwa, a w momencie, gdy spalimy ostatnią jego kropelkę, będziemy musieli zaczekać. Albo zapłacić.

need-for-speed-no-limits-2

Skupmy się jednak na samej rozgrywce, bo w grze takiej jak Need for Speed powinna ona stać na pierwszym miejscu. Niestety, tutaj także się zawiodłem. Grając w No Limits mam nieodparte wrażenie, że mam do czynienia z symulatorem jazdy tramwajem po zatłoczonym mieście. Samochody niemożliwie wręcz trzymają się drogi i prowadząc je mamy wrażenie jakby jechały po szynach. Zapomnijcie o szaleńczych manewrach, dachowaniu i wpadaniu w poślizg. Sterowanie jest tak zero-jedynkowe, że dłuższa gra staje się po prostu nudna i niesłychanie przewidywalna. Nie przypominam sobie momentu, w którym chociaż na chwilę oderwałbym koła od podłoża. Oczywiście poza szalonym wyskokiem dzięki poustawianym na trasach platformach. Sterujemy tąpnięciami w ekran – uderzenie w konkretną część wyświetlacza skręca pojazdem w lewo lub w prawo. Przesunięcie palcem po samochodzie w górę aktywuje nitro, które dość szybko się odnawia. Gest skierowany w dół przełącza nas w tryb „driftowania”. Tak, cudzysłów pojawił się tutaj nieprzypadkowo.

„Drift” przelał tak naprawdę czarę goryczy. Jest to zjawisko tak skandaliczne, że naprawdę nie wiem jakim cudem ujrzało ono w takim wydaniu światło dzienne. Samochód w momencie wykonywania kontrolowanego poślizgu porusza się jak po sznurku, skręcając się o tyle samo stopni w prawo oraz w lewo. I ani kawałka dalej. Animacje wyglądają tak nienaturalnie, że skutecznie odstraszają. Ciężko opisać to słowami – to naprawdę trzeba przeżyć na własnej skórze. Modelu zniszczeń nie opiszę z czystej przyzwoitości. Napiszę tylko, że istnieje.

need-for-speed-no-limits-3

Ale czy gra ma same minusy? Można by rzec, że ubywające paliwo oraz dramatyczna wręcz fizyka jazdy są w stanie położyć produkcję. Nie do końca, bo pozytywnych aspektów można wymienić co najmniej kilka. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na bardzo rozbudowaną rozgrywkę, różne tryby oraz możliwość modyfikacji pojazdów. Pojazdów, których w Need for Speed No Limits jest naprawdę wiele. Sama gra podzielona jest na rozdziały, po których czeka nas pojedynek z innym „bossem”. W każdym z rozdziałów musimy zmierzyć się z innymi rodzajami wyścigów. Mamy do dyspozycji na przykład wyścig z czasem, klasyczny pojedynek z przeciwnikami oraz rundkę po mieście z rozlokowanymi miejscami do szybkiego ładowania nitro. Dzięki triumfom w poszczególnych etapach zyskujemy nie tylko pieniądze, ale także wzrasta nasza reputacja oraz otrzymujemy tajemnicze karty i części samochodowe, dzięki którym ulepszamy swój pojazd.

need-for-speed-no-limits-4

Wspomniane wcześniej karty zawierają liczne bonusy. Może to być gotówka, ale także sylwetka nowego samochodu. Co możemy z nią zrobić? Aby odblokować kolejny pojazd musimy zebrać konkretną liczbę takich modeli. Dla przykładu – pojawienie się w naszym garażu Golfa GTI wymaga zdobycia trzech takich samych kart z wizerunkiem tego pojazdu. Karty możemy także zdobywać za inne osiągnięcia oraz wylosować w specjalnych loteriach. Warto poświęcić także kilka linijek grafice, która w No Limits stoi na naprawdę wysokim poziomie. Zarówno modele samochodów, jak i trasy są bardzo dopracowane i przez całą grę cieszą oko wszystkich estetów oraz miłośników motoryzacji. Rozgrywka jest płynna, tekstury wczytują się błyskawicznie, a efekty spowodowane chociażby aktywacją nitro czy zderzeniem z rywalem robią wrażenie. Mam pewne zastrzeżenia co do płynności działania animacji w menu gry, jednak myślę, że niektóre defekty zostaną poprawione w aktualizacjach.

Bilans plusów i minusów w przypadku Need for Speed No Limits nie pozostawia żadnych złudzeń. Gra nie zachwyca. Jest przeładowana mikropłatnościami, różnego rodzaju walutami, a sposób zachowywania się pojazdu jest największym defektem najnowszej produkcji Electronic Arts. No Limits nie jest w stanie uratować nawet bardzo dobra oprawa graficzna oraz rozbudowana rozgrywka. Gdyby gra nie była darmowa to napisałbym, że nie jest warta wydania chociażby dziesięciu groszy. Zajmuje jednak nieco ponad 700 MB, dlatego też dwa razy zastanówcie się czy chcecie ją pobrać na swoje urządzenie mobilne. Moim zdaniem lepiej zainteresować się innymi produkcjami tego typu, które naprawdę wciągną was na długie godziny. No Limits w moich oczach wygląda bardzo blado. Gra dostępna jest na platformy Android oraz Apple iOS.

google_play

apple_store

  • Konrad

    Blado? Raczej całkiem dobrze, kilka godzin nie wystarczy na dobrą ocenę.