Aktualizacja Messengera, czyli jak Facebook strzela sobie w stopę

Wczoraj (12 kwietnia) miał się pojawić Facebook Home. I tak pewnie też się stało, tylko akurat nie w naszej części świata.  Wraz z nakładką została wydana aktualizacja aplikacji Messenger, którą społecznościowy gigant trochę strzelił sobie w stopę.

Prezentacja Facebooka Home bez wątpienia była efektowna. Sądzę jednak, że nakładka na system (bo inaczej chyba nie można jej nazwać) nie będzie się cieszyć zbyt wielką popularnością. Dlaczego? Ponieważ za bardzo ingeruje w interfejs systemu Android i za dużo w niej… Facebooka. Jednak było kilka funkcji, które skłoniłyby mnie do tego, żeby ją chociaż na chwilę zainstalować. Chodzi mi przede wszystkim o Chat heads, czyli wyskakujące dymki z wiadomościami, obojętnie, w jakiej aplikacji bym się aktualnie znajdował. Wyglądało to naprawdę imponująco i przede wszystkim funkcjonalnie. Wszyscy sądzili, że aby mieć Chat heads, trzeba zainstalować Home. Okazało się, że nie…

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Wczorajsza aktualizacja Messengera wprowadziła jedną, bardzo istotną zmianę. Tą zmianą są właśnie dymki wiadomości, czyli Chat heads. Tym samym dowiedzieliśmy się, że najciekawsza funkcjonalność Facebook Home, nie była tak naprawdę funkcjonalnością Facebook Home. Mnie to cieszy, bo otrzymałem nową, ciekawą rzecz w swoim telefonie, a nie muszę ingerować w sprawdzony już interfejs, do którego się przyzwyczaiłem. Sądzę jednak, że Facebook strzelił sobie w ten sposób w stopę. Oczywiście zasługują na pochwalę, ale jeśli chcą wypromować swoją nakładkę na system, to myślę, że częściowo pogrzebali tę szansę. Chat heads było najfajniejszą rzeczą na prezentacji Home, a teraz można ją mieć bez tego… Trochę to dla mnie niezrozumiałe. Ale jak już pisałem – cieszę się. Dymki z wiadomościami są naprawdę fajne. Polecam wypróbować.