Preinstalowane aplikacje w smartfonach z Androidem – wartość dodana czy zło konieczne?

Tak zwanego „czystego Androida” można znaleźć w niewielkiej liczbie urządzeń. Są to przede wszystkim smartfony i tablety z rodziny Nexus. Niemal każdy producent rozwija swoją nakładkę na Androida, która nie tylko zmienia wygląd systemu, ale także wprowadza sporo dodatkowych funkcji i aplikacji. Przez wielu użytkowników te wszystkie dodatki są traktowane jako śmieci, których najchętniej chcieliby się pozbyć.

Aplikacje preinstalowane na urządzeniach często są określane jako bloatware. Początkowo to słowo dotyczyło programów, które miały bardzo duże i kompletnie nieuzasadnione zapotrzebowanie na zasoby systemowe, w tym pamięci RAM, moc procesora czy też pamięć wewnętrzną. Dzisiaj to określenie coraz częściej jest wykorzystywane w kontekście aplikacji, które są preinstalowywane na urządzeniach mobilnych czy to przez samych producentów, czy też przez sieci komórkowej, a najczęściej przez jednych i drugich.

Przeglądając fora internetowe i specjalistyczne serwisy technologiczne można trafić na opinie użytkowników, według których wszystkie preinstalowane aplikacje na smartfonach i tabletach, czy to HTC, LG czy też Samsunga tylko zaśmiecają urządzenia i tak naprawdę nic ze sobą nie niosą. Jednak tak radyklane podejście do tematu jest kompletnie nieuzasadnione i bezpodstawne. Co więcej, twierdzenie, iż podobnego procederu nie ma na telefonach z Windows Phone lub Apple iOS pokazuje tylko, z jakim niezrozumieniem tematu mamy do czynienia. Ale po kolei.

Czy na Windows Phone oraz iOS też są preinstalowane aplikacje?

windows-phone-8-nokia-lumia-735 (3)

Jak najbardziej. Nie postrzegamy ich jednak negatywnie, ponieważ są częścią samego systemu operacyjnego. Ale czy Mapy Apple to aplikacja, z której chce korzystać każdy użytkownik? Czemu Apple nie daje nam wyboru i nie pozwala na wybranie domyślnie np. Map Google albo Map Here? To samo można powiedzieć o przeglądarce Safari. Też jest domyślnie instalowana na wszystkich urządzeniach z nadgryzionym jabłkiem i nie da się jej odinstalować. Identyczna jest sytuacja z tzw. mobilnymi kafelkami, czyli Windowsem Phone. Office, OneDrive, Internet Explorer – to tylko kilka aplikacji, które znajdziemy w każdym urządzeniu z tym systemem. Jasne, pochodzą bezpośrednio od Microsoftu, tak samo jak Mapy i Safari od Apple, ale to nie zmienia faktu, że są w jakiś sposób narzucane użytkownikom. A przecież nie każdy musi chcieć z nich korzystać.

I tutaj chyba dochodzimy do sedna sprawy. System iOS został stworzony przez Apple. Windows Phone wyszedł spod klawiatur programistów Microsoftu. Tymczasem Android należy do Google, a nie do pojedynczych producentów smartfonów. Tym samym twórca oprogramowania nie tworzy jednocześnie urządzeń, które mają na nim działać. Oczywiście są jeszcze Nexusy, ale one także nie są produkowane przez Google, a jedynie sygnowane marką amerykańskiej firmy.

Do czego zmierzam? Myślę, że podstawowym błędem w myśleniu wielu osób jest traktowanie Androida jako jednej całości. Stawianie na równi Androida pochodzącego bezpośrednio od Google z wersjami poszczególnych producentów. A to nie jest słuszne podejście. To trochę tak, jak z Linuksem – mamy jądro systemu, na bazie którego powstają różne dystrybucje, np. Debian, Ubuntu czy też Mint. Nie są one postrzegane jako jeden i ten sam system, chociaż bardzo wiele je łączy. Tak samo powinno być z Androidem. Samsung TouchWiz lub HTC Sense to tak naprawdę osobne systemy operacyjne, stworzone na bazie tego samego kodu. Producenci smartfonów tak naprawdę mogą zrobić wszystko z tzw. „zielonym robotem” i to robią. Na Samsungu Galaxy S6 nie działa Android taki, jakim stworzył go Google, a taki Android, jakim widzą go programiści koreańskiej firmy. Owszem, czerpie wiele ze swojej „bazy”, ale to de facto całkowicie inne oprogramowanie.

samsung-galaxy-s6-charging

Czemu aplikacje instalowane przez Apple lub Microsoft są w porządku, a te instalowane np. przez Samsunga już nie? Przecież koreańska firma, tak samo, jak LG, HTC lub Sony, ma prawo oferować takie oprogramowanie i takie aplikacje, jakie sama chce. Jestem wręcz przekonany, że gdyby nie wymogi Google, to w smartfonach nie byłoby wielu appek od internetowego giganta. Producenci ograniczyliby się do tych niezbędnych, np. Sklepu Play, a zamiast pozostałych zaoferowali swoje własne usługi, np. aplikację kalendarza, pocztową, czy też do notatek. Niestety, jeśli chcą oferować swoim użytkownikom dostęp do sklepu z aplikacjami, to jednocześnie muszą instalować domyślnie także inne programy od Google. Jednocześnie nie jest to wystarczający powód ku temu, aby rezygnować z własnych rozwiązań, prawda?

Ale co jest w tym złego?

Ale jest jeszcze jedna, dużo ważniejsza rzecz, o której zapominamy. Wielokrotnie preinstalowane na smartfonach i tabletach aplikacje są świetnej jakości i wymagały od producentów poświęcenia sporo czasu i funduszy na ich opracowanie. Jednocześnie trudno w zasobach Sklepu Play znaleźć aplikacje, które by im dorównywały i wykorzystywały wszystkie możliwości urządzenia. Najprostszy przykład to np. aplikacje fitness. Stały się one niezwykle popularne, bo zaczęliśmy lepiej dbać o swoje zdrowie i lepiej się odżywiać. I chociaż korzystają one z licznych czujników telefonu, to żadna nie będzie działać tak dobrze na Samsungu Galaxy S6, jak S Health stworzone przez Samsunga. Dlaczego? Ponieważ koreańska firma dokładnie wie, na jakie urządzenia tworzy daną aplikację, a takie appki, jak RunKeeper lub Endomondo muszą być jak najbardziej uniwersalne. A wiadomo, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do…

samsung-galaxy-s6-video

Poza tym nie możemy także zapominać o tym, jak wiele rzeczy – wraz z zakupem smartfona – dostajemy w prezencie. Najprostsze przykłady? Darmowa przestrzeń na Dropboksie lub OneDrive, za którą normalnie musielibyśmy zapłacić. Co jeszcze? Mnóstwo kont premium w wielu popularnych usługach, np. Evernote, Audible, czy też Pocket, co miesiąc darmowe książki w ramach Samsung Book Deals lub też kreskówki, gry i muzyka dla dzieci w ramach 12-miesięcznego, darmowego abonamentu w ToonGoggles. Wielokrotnie wartość wszystkich bonusów, które otrzymujemy wraz z urządzeniem, przekracza kwotę kilkuset złotych. Dla wielu osób może to być ogromna oszczędność.

Jasne, wiadomo, że nie wszystkie preinstalowane aplikacje są nam potrzebne. Niektórych z chęcią byśmy się pozbyli. Nie możemy jednak patrzeć tylko przez pryzmat samego siebie. Twierdzenie, że nikt nie korzysta z danej aplikacji jest błędne. To, że my sami z niej nie korzystamy, nie oznacza, iż dla wielu innych użytkowników nie jest przydatna. A przecież personalizowanie każdego smartfona pod konkretnego użytkownika nie jest możliwe, więc oferta musi być możliwie szeroka, aby zadowolić jak największą liczbę potencjalnych użytkowników. Nie możemy zapominać, że z tego samego modelu smartfona może korzystać 15-latek, który lubi grać, słuchać muzyki i siedzieć na Facebooku, biznes-women, dla której najważniejsze będą aplikacje do pracy i bezpieczeństwo danych, a także pan Janek sprzedający w pobliskim sklepie, który chce śledzić swoją ulubioną drużynę piłkarską. A to oznacza, że oprogramowanie musi oferować coś dla każdego z nich.

Czy zatem preinstalowane aplikacje są takie złe? Na pewno nie są dla wszystkich, ale wielu użytkowników może czerpać z nich ogromne korzyści. To wielokrotnie świetne programy, na które poświęcono mnóstwo czasu i zasobów. Warto czasami to docenić.

Tekst powstał przy współpracy z firmą Samsung – partnerem bloga Appki.com.pl

  • Krzysztof Osiński

    W smartfonach Samsunga aplikacji, których nie można odinstalować, można wyłączyć. Talie wyłączone apki nie siedzą w pamięci, nie uruchamiają się same, nie zaśmiecają menu. Jedynie co zabierają miejsce w pamięci stałej.