Użytkownicy iOS już mieli tę funkcję Twittera, teraz doczekali się jej Androidowcy

„Kiedy cię nie było” – tak nazywa się nowa funkcja Twittera, która została wprowadzona miesiąc temu do aplikacji mobilnej ćwierkacza w wersji na system Apple iOS. Wczoraj (23 lutego) zagościła ona także na najbardziej popularnym, mobilnym systemie operacyjnym na świecie, czyli Androidzie. W ten sposób użytkownik nie ominie najważniejszych tweetów, które pojawiły się w jego timelinie w trakcie nieobecności. Przynajmniej w teorii.

Zasada działania jest prosta. Jeśli przez jakiś czas nie logowaliśmy się do Twittera, to po włączeniu aplikacji ta pokaże nam, co się działo w trakcie naszej nieobecności. Na liście pojawią się najciekawsze tweety wysłane przez osoby lub marki, które obserwujemy. Najprawdopodobniej są one wybierane na podstawie polubieni i ponownych udostępnień, więc tym samym na bazie opinii innych użytkowników.

Jeśli ktoś często zagląda na swój timeline Twittera, to „kiedy cię nie było” będzie mu się pojawiać zdecydowanie rzadziej niż w przypadku użytkowników, którzy sporo czasu spędzają na ćwierkaczu.

Jak pisze Twitter na swoim blogu – celem było to, aby użytkownicy byli na czasie z tym, co ciekawego publikują obserwowane przez nich profile, przy jednoczesnym zachowaniu charakteru serwisu, który przez cały czas na żywo pokazuje najnowsze tweety użytkowników.

twitter-kiedy-cie-nie-bylo

Bardzo rzadko korzystam z Twittera na smartfonie. Zazwyczaj mam włączonego TweetDecka na komputerze i w tej sposób śledzę wszystkie osoby i marki, które obserwuję. Gdy odchodzę od komputera, to niejako zapominam o Twitterze. Od czasu do czasu wrzucę coś na swojego timeline’a, ale zazwyczaj dotyczy to piłki nożnej i akurat rozgrywanego meczu. Pewnie dzisiaj będę sporo tweetował na temat spotkania Barcelona – City. Dlatego też wydaje mi się, że pomysł Twittera jest ciekawy. Jestem pewien, że omija mnie sporo ciekawych tweetów, a teraz będę miał czas je nadrobić.

Przy okazji zachęcam do korzystania z Twittera, bo to świetne medium społecznościowe, które w Polsce jest bardzo niedoceniane. Pozwala na dyskutowanie z wieloma znanymi osobami, np. sportowcami, dziennikarzami, czy muzykami. Jasne, nie zawsze odpisują, ale czasami się to zdarza, a prym pod tym względem wiodą właśnie dziennikarze, głównie sportowi. Nie ma to jak porozmawiać o meczu z Michałem Polem. Przy okazji Twitter nie jest tak inwazyjny, jak chociażby Facebook. Polecam!